| Policjant przerwał milczenie i stracił posadę ! |
| Poniedziałek, 15 Marzec 2010 08:22 | ||||||||
|
Kursanci w katowickiej Szkole Policji pchają na zajęciach radiowóz, Kosmaty to poeta amator, policjant z kilkunastoletnim stażem, wieloletni rzecznik prasowy Szkoły Policji w Katowicach oraz szef działającej tam terenowej komórki NSZZ Policjantów. W ubiegłym roku był jedynym polskim policjantem, który pod własnym nazwiskiem napisał list do komendy głównej, w którym krytykował wprowadzane oszczędności. Jego uwagi pozostały jednak bez echa. W piątek Kosmaty jako związkowiec zorganizował więc konferencję prasową, na której opowiedział o zapaści systemu szkolenia policjantów. - Skłoniły mnie do tego słowa kapelana, który stojąc nad trumną podkomisarza Andrzeja Struja (w lutym został zadźgany nożem przez bandytów), pytał żałobników: "milczeć czy mówić". Postanowiłem przerwać milczenie - mówił Kosmaty. Konferencję zorganizował w komendzie wojewódzkiej w Katowicach, bo komendant nie pozwolił mu spotkać się z dziennikarzami w szkole. - Miałem swoje powody, o których nie będę rozmawiał przez telefon - stwierdził młodszy inspektor Jarosław Kaleta, p.o. komendant Szkoły Policji w Katowicach. Podinspektor Kosmaty poza jej murami ujawnił więc, że z powodu oszczędności w ubiegłym roku w szkole nie kupiono prawie ani jednej książki. Z tego samego powodu wyrejestrowano radiowóz, na którym kursanci ćwiczyli organizowanie blokad oraz zatrzymywanie przestępców. W efekcie przyszli funkcjonariusze muszą go wypychać z garażu i ręcznie ustawiać na placu ćwiczeń. Nie można w nim włączyć syreny, bo nie ma akumulatora. Instruktorzy pokazują więc kursantom, którymi guzikami się to robi. - Oszczędności doszły już do poziomu absurdu, bo np. szkoła w Pile w ubiegłym roku nie wydała ani złotówki na środki czystości - mówi Kosmaty. - Policjanci na ulicy są niedouczeni i stanowią zagrożenie dla siebie samych oraz tych, których mają chronić. Kończy się to tym, że bandyci biją ich z dziecinną łatwością - mówił Antoni Duda, przewodniczący zarządu krajowego NSZZ Policjantów, który przyjechał do Katowic na konferencję Kosmatego. Młodszy inspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy komendy głównej, przyznał, że szkolenie teoretyczne zostało skrócone o miesiąc. Ale potem jego adepci dodatkowo przez dwa miesiące mają jeszcze praktyki w dużych miastach. - Dopiero po odbyciu tych dwóch etapów funkcjonariusz jest kierowany do swojej jednostki - podkreślał Sokołowski. Zapewnił, że kierownictwo policji robi wszystko, aby liczba realizowanych szkoleń i kursów udoskonalających rosła. - Jednak obecnie w naszym szkolnictwie jeden wykładowca ma 2,4 godziny zajęć dziennie, kiedy w Unii Europejskiej ten wskaźnik wynosi 4,5 godziny - podkreślił rzecznik komendy głównej. Według Jacka Kosmatego te wyliczenia są nieprawdziwe. W katowickiej szkole wykładowca pracuje przynajmniej 3,6 godziny dziennie i to pod warunkiem, że są wszyscy nauczyciele. Jeżeli kogoś brakuje, liczba godzin automatycznie rośnie. - Wydaje mi się, że więcej nie spotkam się z państwem jako rzecznik prasowy szkoły - stwierdził wczoraj Kosmaty, żegnając się z dziennikarzami. Jego słowa okazały się prorocze. Tuż po konferencji został odwołany ze stanowiska. - Nie rozpaczam. Mam tylko nadzieję, że moje słowa spowodują, że komuś w Warszawie w końcu otworzą się oczy - powiedział Kosmaty. Duda zapowiedział, że zapaścią systemu szkolenia policjantów w Polsce zainteresuje Komisję Europejską. - Jesteśmy bowiem krajem, który ponosi najmniejsze koszty i ma najkrótszy czas szkolenia funkcjonariuszy - stwierdził szef NSZZ Policjantów. Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice Komentarze do artykułu Policjant przerwał milczenie i stracił posadę Niski poziom szkolenia w szkołach policyjnych jest problemem od lat, to nic nowego. Bo decydenci ustawicznie "reformują"system szkolnictwa przy okazji wymyslając rzeczy wręcz szkodliwe.Np. posunietą do absurdu wąską specjalizację szkolenia, co kompletnie
Skomentuj:
|


