Home Aktualności Czas na zmiany
 
Czas na zmiany
Sobota, 27 Czerwiec 2009 12:22

Zmiana. To słowo robi ostatnio oszałamiającą karierę. Zmiany nie ominą również Policji. Na pierwszy ogień poszły szkoły. Padło wiele słów (czasami za wiele), pojawiły się nowe pomysły, a wszystko to ponoć przez wszechogarniający nas kryzys. A swoją drogą, czy to nie paradoks, że trzeba nam było globalnego kryzysu, aby otworzyć oczy „policyjnym decydentom” na to, co dzieje się w naszej formacji. Pytanie tylko, czy to jedynie pozorowane ruchy, czy też dokonania o znaczeniu fundamentalnym.

Ten tekst, to głos w dyskusji, do której zachęca zastępca Komendanta Głównego Policji – insp. Andrzej Trela - na łamach miesięcznika „Policja 997”. A ponieważ nie mam pewności, że zostanie on opublikowany w gazecie, do której oczywiście został przesłany, korzystam z gościnności  portalu związkowego. Mam też nadzieję, że nie będzie to głos jedyny, liczę, że to dopiero początek „policyjnej debaty”. Podobno warto rozmawiać i może tym razem ktoś  nas wreszcie usłyszy.   

Jestem policjantem od niemal 20 lat, przez niemal 10 lat pracowałem na tak zwanej „pierwszej linii”, najpierw jako dzielnicowy, a później jako dochodzeniowiec i z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że nasza formacja od lat tkwiła i tkwi w głębokim kryzysie.

Panie Komendancie, można z pewnością zgodzić się z Panem w jednym – rzeczywiście przyszedł czas na zmiany i to zmiany radykalne, ale przemyślane, przeprowadzane racjonalnie i z głową. Nie zawadzi wsłuchać się w głos środowiska, także tych, a może przede wszystkim tych policjantów, którzy są  ponoć „solą naszej formacji”.

Ale po kolei. Ponieważ mówi Pan, że zaczyna od siebie, ja też zacznę od siebie. Otóż od 10 lat jestem jednym z tych darmozjadów ze szkoły policyjnej, o których wspomina Pani Redaktor Naczelna „Policji 997”, i jeśli już mam być przeczołgany po ulicy (notabene nie jest mi to obce, bo już tam na ulicy - kiedyś byłem, w odróżnieniu od tych, którzy zwykle mają wiele do powiedzenia, noszą policyjny mundur, a tak naprawdę nigdy na oczy nie widzieli przestępcy), to pozwolę sobie na pewne , może i miejscami nieco zuchwałe refleksje.

Darmozjadem nigdy się nie czułem i nie czuję. Gdziekolwiek pełniłem służbę, starałem się czynić to najlepiej jak potrafiłem. Szkołę Policji w Katowicach tworzyliśmy od podstaw.  I nie było tu, jak niektórzy próbują nam wmówić, jak  „u Pana Boga za piecem”, kto nie wierzy, tego zapraszam do Katowic. Chętnie pokażemy, jak to wszystko wyglądało w 1999 roku (choć z tamtych lat pozostały nam już tylko fotografie). Teraz, po dziesięciu latach uczciwej pracy, pracy wielu  ludzi, wydawać by się mogło, że możemy być dumni z jej efektów (widać byliśmy w błędzie), tym bardziej, że nie robiliśmy tego tylko dla siebie. To przez szkoły przewija się  rocznie tysiące policjantów, w szkołach przeprowadza się nabór, to tu przyjmuje się zagraniczne delegacje, organizuje seminaria i konferencje,  i wreszcie, to szkoły stanowią jedną z wizytówek naszej formacji. Zresztą to chyba nic nadzwyczajnego w XXI wieku, że właśnie w takich warunkach powinni pracować ludzie –  policjanci. („Nie może być tak, że  w jednej jednostce jest komfort służby, a w innej trzeba pracować za trzech” – „Policja 997”, czerwiec 2009). I znowu prawie zgoda, z tą tylko drobną różnicą – Panie Komendancie – że żaden policjant nie powinien pracować za trzech, wszyscy powinniśmy pracować w przyzwoitych warunkach. Liczba wypracowanych nadgodzin, których nikt nie zapłacił, ani nie zwrócił policjantom przyprawia o zawrót głowy, więc lepiej jej nie podawać, bo mogłaby niektórych zdenerwować.

Teraz nieco o wyliczeniach, które pojawiły się w mediach, a dotyczą szkolnictwa policyjnego. Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka, bo jakże porównać kilkutysięczny garnizon ze szkołą Policji; jakby nie liczyć, nigdy nie osiągniemy wskaźników takich, jak w jednostkach terenowych. Inna jest  specyfika  działania szkoły,   a inna komendy czy komisariatu. Dziwić też może metodologia liczenia, bo rzeczywiście, jeśli do kosztów funkcjonowania transportu wliczy się koszt remontu garaży, które nie były remontowane od trzydziestu lat, to  średnia za 1 km w Szkole Policji w Katowicach wynosi ponad 8 zł. Otwartym pozostawiam pytanie, czy w jednostkach w ogóle powinny być garaże? W szkole na pewno się przydają. Skąd biorą się inne wyliczenia, np. koszt wyszkolenia jednej osoby oszacowany na 42 tysiące zł rocznie, koszty wyżywienia nieuwzględniające liczby słuchaczy? I tak można by stawiać kolejne pytania i mnożyć wątpliwości. Problem, jak to zwykle bywa, tkwi w szczegółach, ale o tym nikt za bardzo nie chciał słuchać, nikt specjalnie nie zwracał uwagi na  nasze opracowania, naszą argumentację! Ważne były tylko cyferki, czyli wygenerowanie oszczędności na poziomie 20 %.W naszym przypadku 3,7 mln zł. Niby niewiele, ale w komasacji z zaległościami z roku 2008, ostateczna kwota jest znacznie wyższa. Tak duża, że dziś ze szkołą żegna się 90 osób. Byle tylko osiągnąć wymagane wskaźniki.

Trzeba zmieniać, my sami widzimy taką potrzebę i na te zmiany jesteśmy otwarci, ale nie można tego czynić tak, jak stało się to w szkołach policyjnych. Czynnik finansowy nie może być tym jedynym i determinować wszystkich poczynań (notabene to dopiero początek, przed nami nowelizacja budżetu). Przecież to nie my ustalaliśmy limity pensum, to nie my dokonywaliśmy naliczeń etatowych. Jest jak zwykle, tzn. ci, którzy sknocili,     a przynajmniej, choćby gwoli przyzwoitości, powinni  „posypać własne głowy popiołem”, teraz znów znaleźli się po tej drugiej stronie, uczestniczą w rozmowach i udają, że reformują szkolnictwo. Żeby była jasność, mam tu na myśli głównie Biuro Kadr i Szkolenia KGP, choć to oczywiście niejedyni winowajcy. Zastanawiająca jest też „uległość” niektórych komendantów szkół, zwłaszcza w Legionowie (157 osób) i Słupsku (116 osób), którzy teraz lekką ręką oddają „swoich ludzi”. A gdzie byli wcześniej? Sami nie dostrzegali „przerostów zatrudnienia”, trzeba było dopiero „wskazania” Komendanta Głównego Policji? To co z nich za menedżerowie? Oni pozostają, znów się sprawdzili. To nic, że „spuszczają” nie wiadomo gdzie setki ludzi, których sami niedawno do szkół ściągali  i zapewniali o stabilności zatrudnienia. Potraficie teraz Panowie spojrzeć tym ludziom prosto w oczy? To nie jest uczciwe, to nie jest przyzwoite, jeśli oczywiście jeszcze wiecie, co te słowa oznaczają.

A tak swoją drogą, przecież mamy całkiem pokaźną armię policjantów na kierowniczych stanowiskach, którzy skończyli studia podyplomowe z zarządzania   (w większości przypadków finansowane ze środków policyjnych). Jak pokazuje życie, wyniki tego zarządzania są - delikatnie mówiąc - dość mizerne, w opinii fachowca ocena jest  druzgocąca („Możliwość zmniejszenia nakładów aż o połowę przy zachowaniu dotychczasowego poziomu realizowanych zadań oznaczałaby, że wcześniej dany podmiot był bardzo nieefektywny kosztowo”, „Puls Biznesu”, 5.06.2009 r.). To o nas, o Policji. A co z naszymi  certyfikatami ISO, co z naszym policyjnym zarządzaniem jakością, standardami działania. Czyżby to były pieniądze wyrzucone w błoto?

W każdym razie, wracając na szkolne podwórko, mleko się rozlało. Grunt został  fachowo przygotowany, w teren poszedł jasny przekaz, szkoda tylko, że działo się to głównie w mediach, boli szczególnie, że prym wiodła tu gazeta policyjna,  a ponieważ nigdy nie byliśmy specjalnie lubiani, to też nikt specjalnie nas nie pożałuje. Łatwy cel. I tak niemal niewidocznie zlikwidowano jedną ze szkół policyjnych. Jak? Ano tak: w Legionowie 77 policjantów do przeniesienia i 80 cywili do zwolnienia; w Słupsku 46 policjantów i 70 cywili, w Katowicach 40 policjantów, 50 cywili; w Pile 31 osób. Łącznie niemal 400 ludzi. Pytanie czy to już wszyscy i czy to już koniec „reform”? I od razu drugie pytanie, dlaczego w tej wyliczance zabrakło Szczytna, jest to, czy też nie jest szkoła policyjna? Chyba w jakimś stopniu jest finansowana z naszego budżetu?

A teraz najważniejsze, zakładając nawet, że takie działania przyniosą oszczędności, choć wątpliwości można by mnożyć, to co stanie się z tzw. poziomem kształcenia? Na ten poziom zwykle i tak wszyscy utyskiwali, choć kiedy kilka lat temu przeprowadziliśmy badania na ten temat, okazało się, że większość komendantów jednostek terenowych tak naprawdę nie miała pojęcia jak przebiega szkolenie policjanta.

Co czeka nas po planowanych zmianach, przedstawię na przykładzie szkoły katowickiej. Nie zmienia się liczba słuchaczy, pozostaje na poziomie 600. Zmniejsza się liczba policyjnych nauczycieli : z 91 do 66. W związku z tym, żeby podołać „dydaktycznym wyzwaniom”, zwiększy się liczba słuchaczy w grupach szkoleniowych, o ile, tego jeszcze nie wiadomo, najprawdopodobniej o tyle, ile będzie trzeba, oczywiście zwiększa się też wysokość pensum. Ale szkoła i tak musi się wesprzeć „nauczycielami stowarzyszonymi”, czyli policjantami z jednostek terenowych, którzy na jakiś określony czas staną się dydaktykami. Wątpliwości: nie każdy, nawet najlepszy fachowiec, potrafi przekazać swoją wiedzę, przełożeni tych policjantów (kiedy i tak trzeba pracować za trzech!!!) nie będą zachwyceni ich oddelegowaniem do szkoły, przejazdy i delegacje też (chcąc nie chcąc) pochłoną jakieś koszty, i wreszcie co to za nauka, jeśli jeden przedmiot jest realizowany przez kilku nauczycieli, jak rozliczyć ucznia i jak rozliczyć „nauczyciela      z przypadku”, jeśli wynik jego poczynań będzie mizerny.

To oczywiście tylko niektóre wątpliwości, pytań byłoby znacznie więcej. Ale przecież i tak nikt nie słucha.

Do niedawna wszem i wobec głosiliśmy, że w szkoleniu policyjnym najważniejsza jest praktyka. Stąd chociażby katowickie „miasteczko symulacyjne” i wiele innych podobnych  rozwiązań w kraju. Teraz jest pomysł, aby część szkolenia podstawowego realizować w uczelniach, które będą prowadziły kierunki przydatne w służbie policyjnej (co to właściwie znaczy i jak szybko takie rozwiązania udałoby się wdrożyć, pozostaje tajemnicą). Nie będę powtarzał sugestii, które w związku z tym się pojawiają, w każdym razie zasygnalizuję tylko, że mówi się o „nabijaniu kasy innym” i jakoś w ten kontekst wpisują się również pomysły lansowane przez WSPol. w Szczytnie. Ale może to tylko plotki…

            Wyszkolenie policjanta to niełatwe zadanie, w trakcie szkolenia podstawowego policyjny dydaktyk dokonuje weryfikacji oraz sprawdzenia ok. 5000 dokumentów, dokumentów stanowiących o specyfice naszej profesji.

            Chciałoby się jeszcze na temat szkolnictwa policyjnego wiele powiedzieć, bo to rozległa tematyka, ale jeśli nikt nie słucha, to nie ma to specjalnego sensu, a i brakłoby miejsca w gazecie (zakładając, że ten tekst w ogóle w gazecie się ukaże).

            Wracając do sugestii Pana Komendanta co do dzielenia się spostrzeżeniami na temat dokonywanych zmian. Mówi Pan, że zaczyna od siebie. I oto czytamy, że przenosi Pan paru kierowców z KGP, paru ludzi strzegących obiektów i czyni z nich policjantów. To oczywiście dobrze, policjantów na ulicy nigdy za wielu (zwłaszcza przy wzrastającej liczbie wakatów). Ale przecież ktoś wcześniej do tej komendy ich ściągnął, może było tak, że ambicją wielu było mieć swojego kierowcę? Co w takim razie z tymi „ambitnymi”? A propo’s, to ile osób pracuje w Komendzie Głównej Policji – 2000, 3000? Może rzeczywiście pora zacząć od siebie?

            Pokazując działania oszczędnościowe, mówi Pan o zmniejszeniu wydatków na delegacje z 20 mln do 8 mln (notabene 20 mln to więcej niż roczny budżet naszej szkoły). To pięknie, tylko przyklasnąć. Ale tak naprawdę wie Pan przecież, co to oznacza. Otóż oznacza to, że wcześniej te wydatki były tak olbrzymie, bo każdy jeździł bez umiaru i gdzie popadło, albo że teraz nie będzie się jeździć prawie nigdzie (no, 8 mln to wcale nie tak mało).

            Tak, Panie Komendancie, czas na zmiany, czas na radykalne zmiany. Ale zanim zaczniecie je Państwo wprowadzać, proponuję wsłuchać się w głos ludzi, oni powiedzą,  co trzeba zmieniać. Zanim powoła Pan „zespół fachowców z KGP” (ot choćby taki, jak Ci „fachowcy” od rozdysponowywania nowych mundurów) proponuję pojechać do komisariatu, gdzie w dyspozycji dyżurnego w dwustutysięcznym mieście pozostają trzy radiowozy (komisariat obsługuje 1/3 miasta).  A tak na marginesie, co z tym tysiącem radiowozów, które już pół roku stoją  na parkingach w Legionowie i Szczecinie, kiedy wreszcie trafią do jednostek, gdzie dochodzeniowcy prowadzą po 70 spraw, gdzie dzielnicowi pełnią rolę listonosza, bo nie stać nas na wysyłanie wezwań pocztą (zresztą wcześniej i tak roznosili wezwania z sądu i prokuratury), gdzie zawsze wszystkiego brakowało, ale teraz to dopiero mamy kryzys…

            Można by tak bez końca. Ale wniosek jest dość prosty. Profesjonalnie przygotowani ludzie i profesjonalne działanie, no i oczywiście pieniądze, bo bez nich ani rusz.

            Może też już najwyższa pora przestać obracać się ciągle w zamkniętym kręgu tych samych postaci. Na Śląsku swego czasu sporo mówiło się o „zamkniętym kręgu” wśród zarządzających górnictwem (pisała o tym  „Polityka”). Wie Pan, na czym to polegało? Mechanizm był prosty : ktoś zostawał ministrem, odchodzący z ministerstwa zostawał dyrektorem holdingu i tak na przemian, nie była nawet ważna opcja polityczna, z jakiej „ten ktoś” się wywodził. I wszystko grało, były przecież zmiany, z tym tylko, że nie zmieniali się ludzie. To zawsze były te same osoby (ponoć też najlepsze, ile kosztowało nas ratowanie górnictwa, chyba już nawet nikt nie pamięta tych kwot). Czy to czegoś Panu nie przypomina? Żeby nie było wątpliwości, w razie czego służę konkretnymi przykładami.

            W tym miejscu pewna refleksja osobista. Kiedy zaczynałem służbę w Policji, nazwałem to  „syndromem ciotki sprzątaczki z KWP” (z całym szacunkiem dla tego zawodu), bo wystarczało mieć jakie takie znajomości, żeby załatwić sobie całkiem niezłą fuchę w komendzie wojewódzkiej, rejonowej… Nie mówiąc już o koneksjach rodzinnych. Mimo, że jestem już w służbie od 20 lat, to tak naprawdę niewiele w tym zakresie się zmieniło, może tylko syndrom należałoby nazwać jakoś inaczej, bo tak naprawdę czemu winna jest sprzątaczka?

            Żeby nie być uznanym za kompletnego malkontenta, dam kilka propozycji rozwiązań oszczędnościowych, takich zgodnych z Pana linią myślenia i podawanym przykładem szkoły policyjnej w Madrycie.

Najpierw zatem pomysł na szkolnictwo policyjne. Proponuję szkoły zlikwidować. Słuchacz może mieszkać i żywić się za własne pieniądze. Kształcić w prywatnej uczelni też może się za własne pieniądze. Wystarczy tylko powołać odpowiednie kierunki, a przy okazji wykładowcami w tych  superuczelniach mogą zostać superpolicjanci,  np.  byli generałowie albo inni wybitni policyjni fachowcy. Potem młodego policjanta szybciutko, w miesiąc, a jak będzie trzeba to jeszcze szybciej, nauczy się strzelać (prywatnych strzelnic też nie brakuje), jakichś tam policyjnych szyków i co tam jeszcze byłoby potrzebne. Wszystko da się zrobić.

            Mam też propozycję dla Pani Redaktor Naczelnej : skoro nie możecie Państwo jeździć w teren, bo trzeba oszczędzać (wcześniej jakoś tego nie zauważyłem), to proponuję rozbudować rubrykę Artura Andrusa i przedrukowywać więcej kryminałów (polecam Marka Krajewskiego), na okrasę jeszcze kilka wywiadów z aktorami wcielającymi się w rolę policjantów (tych raczej nie brakuje). Będzie przynajmniej wesoło i sensacyjnie, no                 i naprawdę gwiazdorsko, prawie jak w „Gali” czy czymś takim... W razie czego polecam swoje usługi. Parę tekstów udało mi się już u Państwa zamieścić, a że robię to bez żadnych gratyfikacji, będzie tanio. Ale dość tych żartów. Teraz całkiem poważnie.

            W jednym z wywiadów pada stwierdzenie, że można kupić usługi logistyczne. Wszystko można kupić, pod warunkiem, że jest za co. Można chociażby pozyskać bardzo profesjonalnych menedżerów (niekoniecznie policjantów), pewnie by się nam teraz bardzo przydali. Ale na początek proponuję taki z prawdziwego zdarzenia przegląd stanowisk, poczynając od komendy głównej, poprzez komendy wojewódzkie, szkoły, komendy miejskie, powiatowe. Wie Pan, Panie Komendancie, ilu policjantów przybędzie na ulicach? Boję się tylko jednego, że wielu z nich mogłoby się tam zagubić, bo tak naprawdę nigdy na tej ulicy nie byli.

            I na koniec jeszcze jedno. Z ludźmi naprawdę warto rozmawiać, i to niekoniecznie przez media i tylko z pozycji przełożonego. Nie można też puszczać w eter haseł                    o policyjnych przywilejach, o pieniądzach na wakacje, dojazdy do pracy, mieszkania i mówić, że zagwarantowano nam pensje, mundurówkę, podwyżki (przecież podobno na początku roku kryzysu wcale nie było). My, policjanci, też zdajemy sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół nas. Widzimy, jak ludzie tracą pracę, że żyje się coraz trudniej, jesteśmy częścią tego społeczeństwa. Kryzys dosięga nas wszystkich. To bardzo źle, kiedy używa się argumentów pokazujących, że jednak nam jest lepiej, jesteśmy jakoś szczególnie uprzywilejowani. A jest to tym bardziej przykre, kiedy takie wypowiedzi padają publicznie z ust policjanta, naszego przełożonego – zastępcy Komendanta Głównego Policji.

           

P.S. Zdaję sobie sprawę, że trochę dużo tego tekstu. Ale tak to jakoś wyszło. Zresztą ze mnie trochę dziwny policjant. Lubię pisać. Zdarzyło mi się w życiu napisać parę tekstów, w tym również kilka wierszy. Jest wśród nich jeden (choć może trudno nazwać tych kilka wersów wierszem), który postanowiłem zaprezentować (tak jakoś pasuje mi do klimatu tych wywodów), nie po to, żeby kogokolwiek obrazić, ale raczej ku zadumie jednym i ku pokrzepieniu serc tym, którzy w przededniu policyjnego święta, w roku dziewięćdziesięciolecia polskiej Policji, muszą z dnia na dzień przewartościować swoje dotychczasowe policyjne życie. Oni już dokonali, a właściwie za nich dokonano, radykalnej zmiany. Mimo wszystko czasami warto przerwać milczenie (wszystko ma swoje granice), pójść pod prąd i powiedzieć : dość.

                                                                    

                        „Parada błaznów” 

             

i raz i dwa i trzy
bezkresne tłumy, w tłumie ty?
parada błaznów,  prosta gra
błazen za błaznem, z nimi ja?
w tym naszym świecie, k... mać
przyjdzie w błazeństwie wiecznie trwać?
parada błaznów, raz, dwa, trzy
błazen za błaznem, wśród nich my!
                                                                      
                               nadkom. Jacek Kosmaty

(Autor jest pracownikiem Szkoły Policji w Katowicach i przewodniczącym jej Zarządu Szkolnego NSZZ Policjantów.)

Skomentuj:
B
i
u
Quote
Code
List
List item
URL
Imię lub Nick *
Email (Do weryfikacji komentarza)
Kod z obrazka   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij