|
Wysiłki komendantów w ostatnim czasie koncentrują się na cięciu kosztów. Niektóre z pomysłów przekraczają granice absurdu wywołując u postronnych salwy śmiechu. Jednak policjantom do śmiechu wcale nie jest, bo w efekcie tych quasi oszczędności muszą dzwonić z prywatnych telefonów, pracować na własnych laptopach, nierzadko kupować biurka za własne pieniądze. Normą stał się brak wody do picia i papieru toaletowego.
Ostatnio na czoło tabeli reformatorów wysforował się mł. insp. Tomasz Kowalczyk, p.o. zastępcy komendanta wojewódzkiego ds. logistyki w Mazowieckiej Komendzie Wojewódzkiej Policji. Decyzją komendanta Kowalczyka mazowieckim policjantom m.in. ograniczono w znacznym stopniu dostęp do telefonów i kopiarek. Zredukowano im liczbę samochodów. W kwietniu, w blisko 40 proc. aparatów zlikwidowano wyjście na miasto odcinając funkcjonariuszy od kontaktu ze światem i … świadkami. Ostatnio przyszedł czas na drukarki. Na kilkunastu policjantów został jeden telefon i jedna drukarka. Ustawiają się w kolejkach, by wykonać konieczne telefony, bądź wydrukować niezbędne dokumenty. Zdaniem policjantów to nie oszczędność, tylko utrudnianie pracy. Opinię tę podzielają także niektórzy przełożeni. Tomasz Kowalczyk stoi na stanowisku, że jego decyzje nie wpływają negatywnie na mobilność funkcjonariuszy. Jako przykład podaje fakt, iż w każdym wydziale są telefony z wyjściem na miasto. U naczelnika, jego zastępców, w sekretariacie. Każdy szeregowy policjant może skorzystać z telefonu np. swojego szefa - twierdzi T. Kowalczyk – a dzielnicowi mają komórki. Prawda jest jednak taka, że drzwi do pokoju szefów z reguły bywają zamknięte (nie tylko po godzinach), zaś dzielnicowym przyznano limit na rozmowy w kwocie 10,-zł ! (słownie: dziesięć złotych). Na tym nie kończą się oszczędnościowe pomysły komendanta Kowalczyka. Wydał on bowiem ostatnio zarządzenie, że w każdej jednostce trzeba spisywać w piątek po południu i w poniedziałek rano liczniki prądu i wody. Na mocy decyzji komendanta także wszystkie wyprodukowane przed 2001 rokiem samochody zostały wycofane z użytku, nawet, jeśli kilka tygodni przedtem auto miało przegląd, który kosztował kilkaset złotych, bądź miał wymieniane części za kolejne ciężkie pieniądze. W efekcie nierzadko kilkadziesiąt osób korzysta z dwóch, trzech pojazdów. W dochodzeniówce na jeden referat przypada... cały jeden radiowóz. Komendant Kowalczyk ma swoje uzasadnienie na każdą oszczędność. Limity na telefony dzielnicowych faktycznie wynoszą jedynie 10 zł, ale komendantowi chodziło o to, żeby to mieszkańcy mieli kontakt z dzielnicowym, a nie na odwrót. Na tę argumentację dzielnicowym ręce opadają - przecież każda zgłoszona jednym telefonem mieszkańca sprawa, wymaga przynajmniej kilku telefonów w celu jej wyjaśnienia. Co do samochodów, to zdaniem komendanta, nie chodzi o to, by w danej jednostce jeździła nieograniczona liczba wozów, ale tylko tyle, ile faktycznie wynika z potrzeb służby - genialne posunięcia zawsze cechuje prostota. Jeśli chodzi o spisywanie liczników, to komendant jeszcze nie wie dokładnie w jakim celu to nakazał. Pomiędzy jednostkami tej samej wielkości są spore różnice w zużyciu prądu i wody, więc komendant zaciekawił się skąd one wynikają? Gdy się już dowie, jak wygląda zużycie mediów, podejmie działania korygujące. Tego jesteśmy pewni. Na wszelki wypadek podpowiadamy, że ograniczyć zużycie wody można np. poprzez zorganizowanie zbiorowego, jednoczesnego korzystania z łazienek. Tak, żeby wszystko spłukać za jednym spuszczeniem wody. Atmosfera w komendzie trochę się zagęści, ale i tak już nie jest najlepsza. - Dzwonimy z prywatnych telefonów, pracujemy na własnych laptopach, do pokoi wstawiamy biurka kupione za własne pieniądze. Woda do picia? Zazwyczaj brak. Papier toaletowy? Będzie, jak sobie przyniesiesz – żalą się Gazecie Wyborczej policjanci i rewanżują się Tomaszowi Kowalczykowi, który logistyką w komendzie wojewódzkiej zajmuje się dopiero od stycznia - już czterema nominacjami do Złotej Pały. Nominacje do Złotej Pały od zalogowanych na Internetowym Forum Policyjnym mł. insp. T. Kowalczyk dostał m.in.: - Za pomysł zablokowania numeru 118 913 dla centrali telefonicznych garnizonu mazowieckiego. "Efekt jest taki, że dzwonimy na wskazany numer do KWP, pani, która odbiera, zapisuje numer, następnie dzwoni na 118 913, ustala tenże numer i podaje go nam. Prócz tego prowadzi ewidencję tychże zapytań. Ciemny jestem niesamowicie, bo nie mogę się dopatrzyć oszczędności" - napisał na IFP funkcjonariusz z garnizonu mazowieckiego, posługujący się loginem viper_78. - Za pomysł oddania należących do policji budynków i przeniesienia działających tam posterunków do użyczonych pokoi w urzędach gmin. - Za pismo rozesłane do jednostek, w którym polecił wykazać na piśmie obecny w danej jednostce sprzęt teleinformatyczny, także prywatny. Jak zaznaczył zgłaszający nominację, w zarządzeniu komendant ostrzegał, że "niewykazany sprzęt będzie traktowany jako nieużytkowany przez nikogo i zbędny, a w trakcie kontroli zostanie zabrany". - Za kontrolę w komisariacie położonym na terenie... województwa łódzkiego. Mam trudną rolę do wykonania – wyznał Gazecie Wyborczej mł. insp. T. Kowalczyk. Przez ostatnie dwa lata mazowiecka komenda miała najwyższe koszty utrzymania ze wszystkich komend w Polsce. Moją rolą jest to zmienić, szukać oszczędności, a to wiąże się z niepopularnymi decyzjami - dodaje były dyrektor Biura Logistyki KGP Jak podaje na stronie internetowej Mazowiecka Komenda Wojewódzka Policji, pasją mł. insp. Tomasza Kowalczyka jest "teoria zarządzania strategicznego, w tym zarządzanie logistyką i gospodarką transportową. Jego hobby to wargaming, mikromodelarstwo i gry strategiczne. W czasie wolnym od pracy prowadzi zajęcia z młodzieżą w pracowni modelarskiej w Warszawie". Istotnie, wargaming, jak się wydaje odcisnął piętno na sposobie zarządzania logistyką w Mazowieckiej Komendzie Wojewódzkiej Policji. Jednak nam ten sposób zarządzania bardziej kojarzy się z piosenką W. Młynarskiego – „Co by tu jeszcze sp…rzyć panowie? (jp) Bazowano na doniesieniach Gazety Wyborczej (Płock)
|