| Buty na miarę policji |
| Poniedziałek, 06 Wrzesień 2010 12:29 | ||||||||
|
Plastikowe skarpetki i buty za 58 zł, w których odparzają się stopy, dostali polscy policjanci jako wyposażenie na sezon letni. To efekt drakońskich oszczędności wprowadzanych przez Komendę Główną Policji
Pudełko z takimi butami przyniósł do naszej redakcji jeden z policjantów. Są zrobione z grubej lakierowanej skóry wtopionej w gumową podeszwę, na pewno bez funkcji amortyzowania mikrowstrząsów. Dosyć ciężkie. Nie mają też wewnętrznej wkładki, bo pierwsza partia obuwia trafiła do policyjnych magazynów bez wkładek, dopiero w kolejnych zostało to uzupełnione. - Koledzy dostali te buty pod koniec sierpnia, w porze największych upałów. Są niewygodne. Ludzie narzekają na odparzone stopy. W wersji bez wkładki momentalnie wyłażą z nich metalowe spinki, a pod wpływem wilgoci puszcza farba - wylicza funkcjonariusz. Do butów policjanci dostali skarpety letnie. Ich skład surowcowy, który można przeczytać na etykiecie: przędza poliestrowa, poliamid, poliuretan. Ani procentu naturalnych włókien. - Stopa się w tym poci i ślizga - mówi policjant. Tanie półbuty zamierza zaprezentować posłom z sejmowej komisji spraw wewnętrznych Antoni Duda, szef policyjnych związków zawodowych. - Przyniosę je do Sejmu, niech posłowie zobaczą, w czym policjanci muszą służyć państwu - mówi "Gazecie". Komenda Główna Policji nie podziela zastrzeżeń wobec obuwia. - Nie mieliśmy żadnych skarg. Sam takie buty noszę i nic się nie dzieje. Są wygodne z miękkiej skory. Mają nieprzebijalną podeszwę, która dobrze izoluje. A co do ceny, to chyba dobrze, że udało się wynegocjować niską, bo w ten sposób oszczędzamy miliony złotych z budżetu - mówi podinsp. Krzysztof Hajdas z biura prasowego KGP. Jego zdaniem zastrzeżenia wobec jakości butów nie mają podstaw. - Podobnie było z nowymi mundurami. Sprawdzaliśmy je po każdym sygnale o złej jakości czy zagrożeniu dla bezpieczeństwa policjantów i nic się nie potwierdziło - mówi. Tyle tylko, że mundury, o których alarmowano m.in., że są łatwopalne, wzięli właśnie do badania inspektorzy NIK. - Jesteśmy spokojni o wyniki tej kontroli - komentuje Hajdas. Zakupy sprzętu, przy których decydującym kryterium jest niska cena, to obecnie w policji standard. Związane jest to z programem oszczędnościowym, który policjanci utożsamiają z nazwiskiem nadinspektora Andrzeja Treli, zastępcy komendanta głównego odpowiedzialnego m.in. za budżet. Na internetowym forum policjantów pod nazwiskiem Treli funkcjonariusze mnożą przykłady absurdalnych - ich zdaniem - oszczędności. Piszą o tym, że w komendach ograniczono im dostęp do kserokopiarek i drukarek. Wyłączono też wyjścia na miasto w prawie połowie telefonów, a limit na rozmowy przez komórkę dla dzielnicowych to 10 zł miesięcznie. Opisują komisariaty, w których montuje się żarówki o najmniejszej mocy i wyłącza co drugą lampę. Wyśmiewają najnowszy pomysł - zainstalowanie w komputerach automatycznego wyłącznika, w momencie gdy policjant odchodzi od biurka. "Ma to zmniejszać pobór prądu, tylko ten, kto to wymyślił, nie wiedział, że komputer najwięcej prądu pobiera podczas uruchamiania" - pisze jeden z użytkowników forum. Kolejny przykład absurdu wynikającego z polityki zaciskania pasa. Źródła "Gazety" podają, że w Komendzie Stołecznej Policji czeka na naprawę 45 radiowozów. - Pieniądze na naprawę są, ale samochody nie mogą zostać naprawione w tym miesiącu, bo Komenda Główna nie pozwala, by psuć wskaźniki, z których wynika, jakie oszczędności poczyniono w związku z zakupem tych pojazdów - ujawnia oficer z KSP.
|


